O poranku 25-go listopada po śniegu nie było śladu. No chyba, że śladem tym można nazwać podmokłe łąki i wezbraną wodę w rzece. Od tego czasu śnieg w zasadzie się nie pojawił. Owszem bywały poranki gdy na poręczy balkonu można było dostrzec nieco grubszy niż zwykle, szron ale nie utrzymywał się on dłużej niż do południa. Śnieg widywałam jedynie na szczytach pobliskich gór i na choinkach w sklepach ale on był z pewnością sztuczny. Jest połowa stycznia, a temperatura waha się tutaj w granicach od -1 do +10st C w ciągu dnia. Pocieszam się, że to marzec jest tutaj najzimniejszym miesiącem - pewnie będzie -5stC... Także czy aby w Norwegii na pewno jest zimno? Cóż... Na pewno nie w całej.















1 komentarze:
Hej. U mnie we Fredriku też w miarę ciepło choć słońca nie widziałem od tygodnia. Tylko dokuczają poranne przymrozki bo robi się na asfalcie szklanka a moje auto wyposażone jest w oponki bez kolców.
Co do tego najzimniejszego w roku marca, to być może statystycznie jest najzimniejszy, ale będzie to już 4 mój marzec i nie przypominam sobie dramatu.
A później norweska bomba wiosenna :) już nie mogę się doczekać.
Ładnie utrzymany blog, tylko piszcie więcej.
Będę tu zaglądał.
Pozdrawiam.
Łukasz
Prześlij komentarz