27 listopada 2008

Niechciana marchewka


Niechciane marchewki leżą na polu już od ponad trzech tygodni. Nie są długie, czasem grube jak burak, a niektóre są podwójne. Te o idealnie marchewkowym kształcie zostały zebrane od razu. Tych "brzydkich" nikt nie chce, a jest bardzo dużo. Nie wiem nawet czy nie więcej, niż tych "ładnych". Leżą sobie cichutko na polu i czekają aż zgniją. Biedne niechciane marchewki...
W sklepie można kupić tylko proste i o określonej długości. Nic dziwnego, że kosztują 17 NOK za kilogram, skoro tak niewiele z nich jest zdatnych do jedzenia (według Norwegów, rzecz jasna). Podobno w niektórych częściach kraju, skupuje się za bezcen te "brzydkie" marchewki, na przeciery i soki. Ale tutaj takiego skupu widocznie nie ma albo nie opłaca się ich do tego skupu wozić. Kto wie, może przy następnym zbiorze marchewek, znajdą się ludzie którzy przygarną "brzydkie" marchewki...

2 komentarze:

m. pisze...

Ja z kolei słyszałam, że jeżeli spróbowałoby się od tak zabrać tych parę "brzydkich marchewek" dla siebie - przykładowo dla zwierzaczka, to można zapłacić za to 'przestępstwo' nie małą karę... Ile w tym jest prawdy nie wiem, bo nigdy nie rozumiałam co Ci Norwedzy mają napisane na tabliczkach postawionych tuż przy polu.

Anna (cholinka) pisze...

No na tutejszych tabliczkach tylko adresy można spotkać :) A czy jest takie prawo? Nie wiem... Myślę jednak, że można by zapytać takiego rolnika czy oddałby z kilo krzywych marchewek. Nie sądzę by robił problemy - Norwedzy są mało oszczędni :)